niedziela, 12 lipca 2015

Annabell cz.6

 Mój starszy brat był mocno wstawiony i latał po całym podwórko nie mogąc ustać w jednym miejscu. Wydawało mi się że nie wróci dzisiejszej nocy... a no tak. Myślałam tak wczoraj. Gdy tylko mnie zobaczył w oczach bu błysnęło.
- Masz klusze?!
- Tak...
- To otwórz te cholerne drzwi!
- Już już... - wyciągnęłam z torebki klucze i szybko otworzyłam drzwi, a gdy miałam wchodzić David pchną mnie na ziemie i sam wszedł do środka trzaskając mi przed nosem drzwiami. Milimetry dzieliły mnie przed rozwalonym nosem. Wstałam i otworzyłam drzwi. Gdy byłam już w środku usłyszałam kłótnie ojca i Davida, więc przeszłam szybko do swojego pokoju i zamknęłam się na kluczyk. Dziś Emi nocuje u koleżanki więc nie musiałam obawiać się że ktoś by się do mnie dobijał.
Przebrałam się w piżamę i położyłam do łóżka. Byłam bardzo zmęczona, a i tak długo nie mogłam pospać.
 *Sobota*
Rano obudził mnie dźwięk budzika w telefonie. Była godzina 6;30 więc powoli wstałam, ale gdy spojrzałam walnęłam się z otwartej ręki w twarz i ległam z powrotem pod kołdrę. Była sobota, mimo że miałam prace to mogłam spać jeszcze do 10:00. Ustawiłam budzik na dana godzinę i ponownie zapadłam w krainę morfeusza.
 Gdy obudziłam się z dźwiękiem budzika, przetarłam oczy i poszłam do łazienki. Obmyłam twarz zimną wodą i zabrałam się za staranny makijaż od razu po umyciu włosów.  Po wysuszeniu ich wyprostowałam je i przebrałam się w strój do pracy.
 
 Gdy byłam już gotowa zeszłam na dół i zrobiłam sobie śniadanie, małą miskę płatków owsianych i połowa jabłka. Coś co powinnam jeść jeśli się odchudzam. Dziś powinnam dostać wypłatę więc mogłam dać coś nowo poznanej znajomej. Zrobiłam sobie jeszcze kanapki z ogórkiem na lunch i ruszyłam z domu gdyż miałam być w pracy na 14:50, a miałam trochę do przejścia.
  Od kilku miesięcy pracuję w małej kawiarence, sprzątam, a jak trzeba to też podaję zamówienia. Dostaję z tego trochę sumy gdyż mam też zawsze kilka oszczędności z napiwku. Mam bardzo miłą szefową. Ma na oko 58 lat, ale mimo tego gadam z nią jak z rówieśniczka... ale nie dziwię się... z kim innym mogę pogadać o tak poważnych sprawach. Może ona nie wie dokładnie co dzieje się w mojej rodzinie, ale umie mi dobrze doradzić. Dziś w nocy też przejdę się do parku by dać pieniądze Polly...
 Dziś szło mi nieźle, bardziej pomagałam przy kasie, ale lepiej dla mnie gdyż z napiwku uzyskałam 200 zł. Będzie więcej dla Polly. Wiele chłopaków chciało mnie zaczepiać, ale co miałam innego zrobić jak ich spławić. Przecież nie chcę by kolejny dupek złamał mi serce... O KURWA! SIMON! Muszę dziś z nim pogadać, przecież to wczoraj... i... ughh... Zadzwonię do niego o 20 wtedy kończę i mogę wracać do domu. Mógłby przyjść do parku, bo i tak będę czekać na blondynkę jeszcze godzinę. O ustalonej sobie godzinie wybrałam do niego numer w telefonie i zadzwoniłam. Po drugim sygnale odebrał telefon..
-Annabell?
-Umm.. tak, Simon.. Przyjdź dziś o 20 do parku... muszę z tobą poważnie pogadać o wczoraj.
 Rozłączyłam się i wyłączyłam telefon by do mnie nie dzwonił. Czemu? Sama nie wiem. Ale przynajmniej nie miał się jak wywinąć w najgorszym wypadku.
 Gdy nadeszła 20 wyszłam szybko z kawiarni i ruszyłam spacerkiem do parku znajdującego się przed miejscem mojej pracy. Siedział samotnie na ławce i wyczekiwał na mnie... Na naszą rozmowę... Ugh no to do dzieła...


niedziela, 5 lipca 2015

Annabel cz.5

 Siedziałam sobie spokojnie przed telewizorem oglądając CSI kryminalne zagadki Miami. Gdy zbliżał się już koniec serialu usłyszałam dźwięk otwieranych drzwi. Pewnie Emily spóźniła się do domu... Spojrzałam w stronę wejścia do domu i przeraziłam się... To był mój ojciec... już ostro pijany. Wstałam i ruszyłam do łazienki
- Stój gówniaro. podejdź tu.- Zrobiłam szybko co kazał by go nie zdenerwować - Klękaj i rób co do ciebie należy.
 Powoli rozpięłam jego rozporek i zsunęłam do kostek jego spodnie. Przed twarzą miałam jego bokserki. Łzy spływały po moich policzkach strugami...  nagle usłyszałam pukanie. Pchnęłam mocno ojca do tyłu, szybkim ruchem zabrałam z kanapy torebkę i wyleciałam przez frontowe drzwi. Stał w nich Simon, ale pobiegłam dalej. Cały czas płacząc pobiegłam w swoje ulubione miejsce nad rzeką.
 Wyciągnęłam z torebki słuchawki i telefon i położyłam się na trawie blisko rzeki. Włożyłam słuchawki do uszu i odtworzyłam muzykę. Usłyszałam delikatne brzmienie, mojego ukochanego boysbandu One Direction, ,,Story of my life''. Powoli nuciłam pod nosem i spoglądałam w niebo. Poczułam drżenie ziemi więc wstałam i zaczęłam się rozglądać. W moją stronę biegł śliczny koń. Zatrzymał się przede mną, więc wstałam i pogłaskałam go. Był taki idealny... Zawsze chciałam mieć konia, a on był jak z bajki. Znowu siadłam na trawę i spoglądałam z boku jak koń się oddala.
- Co się stało?
- Nie słyszałam jak szedłeś. Nic... tylko... nic
- Ann... powiedz mi o co chodzi...
- Nie twoja sprawa - Wstałam i odeszłam troszkę w drugą stronę - Nie chcę o tym rozmawiać...
- Wiesz że mi możesz powiedzieć o wszystkim...
- Tak wiem! Ale o tym nie powiem nikomu! Rozumiesz?! Odwal się kurwa ode mnie! Chcę zostać sama!
- Ale...
- Spierdalaj!
 Chciał coś jeszcze powiedzieć, ale zamknął buzie, a samotna łza spłynęła po jego policzku. Szybko ją starł i ruszył do domu. I straciłam właśnie osobę na której mi zależy... fajnie. Nie mam zamiaru wracać jeszcze do domu.. Posiedzę jeszcze kilka godzin i wrócę bo będzie już spał... Chyba...
 Siedziałam tak jeszcze do 23:18 mimo deszczu który zmoczył mnie do suchej nitki. Było zimno, ciemno i wilgotno, ale mimo tego nie chciałam wracać do tego pojebanego domu. Ale coś musiałam ze sobą zrobić. Wstałam i ruszyłam do parku.
 Lampy oświetlały ciemne zakamarki parku i placu zabaw. Podeszłam do najbliższej huśtawki i usiadłam na niej. Bujałam się w przód i tył nie zdając sobie sprawy że na sąsiedniej huśtawce ktoś siedzi i przygląda mi się. Gdy usłyszałam jak ktoś głośno wypuszcza powietrze przestraszyłam się i szybko spojrzałam w stronę wydanego dźwięku. Obok mnie siedziała śliczna blondynka, miała na oko 15 lat. Co ona tu robiła sama w parku? Nie wygląda jak by miała problemy w rodzinie by nie wracać do domu po nocach...
- Coś się stało? - spytałam nie spuszczając z niej wzroku
- Nie nic. Co dzień po 23:00 przychodzę do tego parku i trenuję taniec. Lubię to miejsce o tej godzinie. Jest śliczne i żadnych wścibskich oczu spoglądających na ciebie. Ale co ty tu robisz?
-Uhg... nie ważne...
- Mimo że jesteśmy sobie obcymi osobami możesz mi o wszystkim powiedzieć...
 I wtedy stało się... opowiedziałam jej o wszystkim co dzieje się w mojej rodzinie. O jebniętym ojcu, o bezuczuciowym bracie i swojej siostrze. Ulżyło mi trochę, nigdy nie miałam komu się wygadać i to... pomogło mi... Ale mimo tego nie zabrakło wielu łez
- Już nie płacz... Ja mieszkam z siostrą mojej matki... głupia suka. Po śmierci moich rodziców, którzy zginęli w górach przez burzę śnieżną, nie miał kto się mną zaopiekować. Ona nie daje mi na jedzenie, muszę sama zarabiać i jeszcze chodzić do szkoły. Często wagaruję, bo mam młodszą siostrę i muszę też zarabiać na jedzenie na nią. Moja siostrzyczka ma dopiero 7 lat więc chcę by miała jak najlepiej.
Nie chcę by jej czegoś zabrakło, zawsze kupuję jej to na co ma zachciankę...
- Chciałabym ci pomóc...mogę ci pożyczyć kasę jak chcesz, zarabiam 700 zł miesięcznie, a i tak zawsze mi zostaje połowa tego gdyż nigdy jej nie wydaję. Jak chcesz mogę dawać ci miesięcznie połowę z tego.
- Nie. Nie chcę łaski od innych. Chcę pokazać innym że jestem twarda i dam sobie sama radę.
- Dziewczyno ty musisz chodzić do szkoły! Jak nie będziesz się uczyć nie będziesz mieć wykształcenia na przyszłość i będziesz zarabiać ciągle tylko takie małe sumy na siebie i swoja siostrę.
- No dobrze, ale kiedyś ci to oddam...
 Siedziałyśmy i gadałyśmy do 3 rano. Ale muszę się jeszcze przyszykować do szkoły. Pożegnałam się z nową znajomą i ruszyłam w stronę domu. Zapomniał że się nie przedstawiłam
- Jestem Annabell! - krzyknęłam
- A ja Polly!
 Pomachałam jej na pożegnanie i pobiegłam do domu który znajdował się niedaleko. Było dość ciemno jak na tą godzinę, ale troszkę mnie to pocieszało bo wiedziałam że mój ''kochany'' ojciec śpi.
Gdy byłam przed domem zobaczyłam że ktoś stoi przed moim drzwiami i dobija się do nich. Podeszłam do nieznajomej osoby i poklepałam w plecy. Mężczyzna się odwrócił, a mnie zamurowało...