czwartek, 25 czerwca 2015

Annabell cz.3

 Szliśmy powoli kierując się w stronę mojego domu. Nikt z nas się nie odzywał. Słychać było szum wiatru, samochody jadące obok i deszcz. Padał ostry deszcz, mocząc nas do suchej nitki. Mimo tego nie przejmowaliśmy się tym. Od deszczu było mi zimno. Szłam trzęsąc się. Kilka metrów od mojego domu Simon zauważył że marznę, więc dał mi swoją kurtkę.
- Weź ją bo się rozchorujesz..- powoli zaczęłam ją z siebie zdejmować.
- Nie. Mi jest gorąco, a ty się cała trzęsiesz.
 Znowu zawiesił na mnie swoją kurtkę i ruszył prosto pod mój dom. Podbiegłam do niego i złapałam za ciepła rękę. 
- Ale masz gorące ręce - zaśmiał się tylko i mocno mnie objął ramieniem. 
 Gdy byliśmy już pod moim domem przytuliłam go mocno i już miałam mu proponować by wszedł do środka, ale coś mi przeszkodziło. Simon pocałował mnie i naparł na mnie swoim ciałem. Odwzajemniłam pocałunek. Oby dwoje byliśmy pod wpływem alkoholu, ale jako jedyna myślałam trzeźwo. Odepchnęłam go od siebie. Brzydzę się mężczyzn którzy chcą robić ze mną takie.. rzeczy... 
Spojrzał na mnie dziwnie i ruszył w swoją stronę. O co mu chodziło? Chciałam za nim biec, ale był za szybki...
 Cicho weszłam do domu, Zdjęłam z siebie mokre buty i kurtkę, ale coś było nie tak... Mój przyjaciel poszedł bez swojej kurtki. Jutro będzie chory, mogę się założyć. Skierowałam się w stronę swojego pokoju na palcach. W salonie leżał mój już pijany ojciec. Spał... na moje cholerne szczęście spał. Poleciałam cicho do mojego pokoju i zamknęłam się na kluczyk. Zaświeciłam światło i przestraszyłam się. Na moim łóżku siedziała moja siostrzyczka cała zapłakana. Kucnęłam przed nią i spojrzałam w czerwone od łez oczy. 
- Emy... co się stało mała?...
- On znowu to zrobił... nie było cię w domu jak wrócił i się wkurwił
- Nie klnij pro...
- Wali mnie to czy klnę czy nie! 
- I nie krzycz... ojciec śpi i niech tak będzie... Uspokój się już i nie płacz... będzie dobrze... 
- Nie kłam... nigdy nie będzie dobrze...
 Przytuliłam ją mocno i położyłam się z nią do łóżka. Okryłam ją i szepnęłam na ucho
- Śpij już... masz we mnie wsparcie zawsze... mimo wszystko. Zapamiętaj to Emy.
  Obudziłam się następnego dnia rano. Dziś jest wtorek, nie wytrzymam tych długich godzin z tymi wstrętnymi uśmiechniętymi mordami. Co jest fajnego w życiu? Z czego oni się cieszą? Emily nie było w moim pokoju więc ubrałam się szybko i umalowałam. Znowu padało, Czyli tak zaczął się te dzień? Fajnie... 
 Gdy byłam już gotowa zbiegłam na dół i zjadłam jabłko którego popiłam wodą. Moje codzienne głodowe śniadanie. Jestem jeszcze bardzo gruba wiec tylko tyle mi się należy. Odchudzam się od kilku miesięcy i straciłam już trochę na wadzę co mnie satysfakcjonuje. Wybiegłam z domu, była spóźniona na autobus. Podbiegłam idealnie pod przystanek gdy drzwi się już zatrzaskiwały. Udało mi się. Zdyszana usiadłam na wolne miejsce, a na następnym przystanku wsiadł Simon. Spojrzał na mnie smutny i ruszył na koniec gdzie nie było miejsca i stanął tam. Czemu nie usiadł koło mnie? 
Nie wiem... ale zaraz się dowiem... 
 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz